Kupno nieruchomości w Hiszpanii: sercem czy głową?

Zdjęcie profilowe Kasia Kołodziejska Kasia Kołodziejska
Widok na Kupno nieruchomości w Hiszpanii: sercem czy głową?

To pytanie wraca w niemal każdej rozmowie z osobami, które rozważają kupno nieruchomości w Hiszpanii. Czasem pada wprost, a czasem pojawia się między wierszami, w wahaniach, w pośpiechu, w nagłych zmianach decyzji. Zwykle wybrzmiewa w tym samym momencie, gdy emocje zaczynają wyprzedzać liczby albo gdy liczby całkowicie przykrywają to, co w tym zakupie w ogóle miało być ważne.

Kupno nieruchomości bardzo rzadko jest decyzją wyłącznie racjonalną. I dobrze. Hiszpania przyciąga stylem życia, światłem, klimatem, poczuciem przestrzeni i obietnicą zmiany. Problem nie leży w emocjach, zaczyna się dopiero wtedy, gdy serce przejmuje stery na całej trasie. Albo gdy próbuje się ten zakup zamknąć wyłącznie w tabelach, symulacjach i procentach.

Gdzie pojawiają się emocje…

Emocje widać niemal od pierwszych minut. W zachwycie nad widokiem, w zdaniu „to jest to miejsce”, w decyzjach podejmowanych szybciej niż zdąży paść pytanie o realne koszty, ograniczenia prawne czy długofalowe konsekwencje.

To naturalne. Nieruchomość nie jest produktem jak każdy inny. To przestrzeń, w której ktoś chce spędzać czas, wracać, czasem zmienić swój rytm życia. Widok, światło, cisza albo energia miejsca potrafią zadziałać silniej niż jakiekolwiek argumenty analityczne.

Emocje stają się jednak problemem wtedy, gdy zaczynają zastępować analizę. Gdy estetyka przykrywa fakty. Gdy decyzja zapada, zanim pojawi się pełny obraz: prawny, finansowy i użytkowy. Wtedy nawet bardzo dobra nieruchomość może po czasie okazać się źródłem frustracji zamiast satysfakcji.

…a gdzie wchodzi „głowa”

Druga strona medalu to chłodna kalkulacja. Liczby, stopy zwrotu, prognozy wzrostu wartości, symulacje. To wszystko jest potrzebne, ale tylko wtedy, gdy odnosi się do realnego celu.

W praktyce często spotykam się z sytuacjami, w których decyzja „na papierze” wygląda idealnie, a w rzeczywistości kompletnie nie pasuje do osoby, która ją podejmuje. Bo kupno nieruchomości to nie tylko rachunek zysków i strat. To także sposób użytkowania, częstotliwość pobytów, dostępność komunikacyjna, otoczenie, komfort na co dzień i elastyczność na przyszłość.

Nieruchomość, która świetnie sprawdza się jako inwestycja krótkoterminowa, niekoniecznie będzie dobrym wyborem dla kogoś, kto planuje w niej spędzać kilka miesięcy w roku. I odwrotnie: miejsce idealne do życia nie zawsze spełni oczekiwania stricte inwestycyjne. Dopiero zestawienie „głowy” z realnym kontekstem użytkowania nadaje liczbom sens.

Najczęstszy błąd: zaczynanie od ofert

Najwięcej nieporozumień bierze się z jednego miejsca: od przeglądania ofert bez kontekstu. Bez jasno określonego celu, bez ustalenia priorytetów, bez rozmowy o ryzyku i ograniczeniach.

Oferta sama w sobie niczego nie rozwiązuje. Jest tylko narzędziem. Dopiero osadzona w procesie zaczyna mieć znaczenie. W przeciwnym razie staje się listą przypadkowych nieruchomości, które trudno porównać i jeszcze trudniej ocenić.

Bez procesu łatwo wpaść w pułapkę porównań opartych na powierzchni, cenie za metr czy zdjęciach z folderu. A to tylko fragment rzeczywistości. Kluczowe pytania pojawiają się dopiero później, często zbyt późno.

Kiedy już określisz kontekst, sprawdź tę ofertę: gotowe apartamenty blisko plaży w San Pedro.

Kupno nieruchomości: co „głowa” powinna sprawdzić, zanim serce powie „tak”

Nie chodzi o to, by odbierać sobie radość z wyboru. Chodzi o to, by domknąć obraz. W praktyce oznacza to kilka prostych, ale istotnych punktów:

  • pełną strukturę kosztów (nie tylko cenę zakupu, ale też podatki, opłaty notarialne i rejestracyjne, koszty utrzymania i wspólnoty),
  • realne ograniczenia użytkowania (czy można wynajmować, na jakich zasadach, jakie są wymagania lokalne i wspólnoty),

  • stan prawny i dokumenty (co jest wpisane, co jest „opowiedziane”, a czego nie da się potwierdzić),

  • logistykę i codzienność: dojazd, hałas, ekspozycję, sezonowość okolicy, dostęp do usług poza sezonem.

To są elementy, których nie widać na zdjęciach. A to one najczęściej decydują, czy nieruchomość „działa” po czasie.

Równowaga, która naprawdę działa

Dobrze przeprowadzony proces zakupu łączy emocje z rozsądkiem. Zaczyna się nie od ofert, ale od zrozumienia motywacji: dlaczego ktoś chce kupić nieruchomość i jaką rolę ma ona pełnić w jego życiu lub strategii finansowej.

Dopiero na tej podstawie możemy przeprowadzić analizę prawną, finansową, lokalizacyjną i użytkową i sprawdzić nie tylko potencjału, ale też ograniczenia. To etap, który porządkuje emocje zamiast je tłumić.

Serce pokazuje kierunek. Głowa pilnuje, żeby droga do niego była bezpieczna. Więcej na ten temat możecie dowiedzieć się z #2 odcinka naszego podcastu: Dream Property Talks – Costa bez filtra.

Podsumowanie

Najlepsze decyzje to te, które bronią się nie tylko w dniu podpisania umowy, ale również po latach. Gdy emocje opadną, a nieruchomość zacznie funkcjonować w realnym życiu. Dlatego kupno nieruchomości w Hiszpanii nie powinien być ani impulsem, ani ćwiczeniem czysto teoretycznym. Powinien być procesem, w którym emocje są uświadomione, a liczby dobrze zrozumiane.

W mojej pracy nie zaczynam od listy ofert, a od rozmowy. Od kontekstu, celu i realnych oczekiwań. Bo to one decydują o tym, czy zakup po czasie będzie źródłem spokoju i satysfakcji, czy problemów, które można było przewidzieć znacznie wcześniej.


Autorka:

Profile photo of Kasia Kołodziejska

Kasia Kołodziejska

Real Estate Advisor

Od 2015 związana jestem z rynkiem nieruchomości w Hiszpanii. Pracowałam zarówno jako agent i jako sprzedawca nieruchomości bezpośrednio od deweloperów. W Hiszpanii mieszkam od 2006.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej

Napisz