Instagram sprzedaje marzenia, rynek nieruchomości – konsekwencje
Dobra inwestycja w nieruchomości to dziś nie kwestia szczęścia, lecz umiejętności oddzielenia marketingu od faktów. W czasach, gdy Instagram sprzedaje wizję szybkiego zysku, a algorytmy promują pewność siebie zamiast doświadczenia, coraz więcej inwestorów przekonuje się, że cena za pochopne decyzje bywa bardzo wysoka, bo rynek nieruchomości nie wybacza.
Co znajdziesz w artykule?
Rynek nieruchomości versus media społecznościowe
Rynek nieruchomości, w przeciwieństwie do mediów społecznościowych, nie wybacza skrótów myślowych, przemilczeń i obietnic bez pokrycia. Konsekwencje przychodzą później, ale są bardzo realne: prawne, finansowe i często emocjonalne.
Kilka dni temu na moim profilu na Instagramie pojawiła się krótka, dość refleksyjna rolka. Nie była sprzedażowa. Nie obiecywała wysokiego ROI ani „pewnych okazji”. Była impulsem, próbą nazwania zjawiska, które od dłuższego czasu obserwuję po tej drugiej, znacznie mniej instagramowej stronie rynku, w bezpośrednich rozmowach z klientami.
Jednocześnie mam pełną świadomość ograniczeń tej platformy. Instagram pokazuje treści tylko określonej części odbiorców, zamykając je często w algorytmicznych bańkach uproszczeń i emocji. Tematy wymagające kontekstu, doświadczenia i odpowiedzialności bardzo łatwo tam spłycić albo całkowicie zgubić.
Skąd wziął się pomysł na ten artykuł?
Właśnie dlatego postanowiłam przenieść te refleksje tutaj. Na blog, nad którym pracujemy na naszej stronie od lat, z myślą o tworzeniu treści edukacyjnych opartych na wieloletnim doświadczeniu rynkowym, a nie wyłącznie narracji sprzedażowej. Z nadzieją, że dla osób realnie rozważających zakup nieruchomości taka forma będzie wartością.
Impulsem do napisania artykułu była rozmowa telefoniczna z pewnym panem zainteresowanym zakupem nieruchomości na Costa del Sol. Usłyszałam od niego takie stwierdzenie:
„Wie Pani co… ja się boję tych wszystkich instagramowych pośredników. Każdy obiecuje nie wiadomo co.”
To nie był pierwszy taki komentarz. To kolejny. Różni klienci, różne historie, ale ten sam mianownik: zmęczenie narracją bez pokrycia.
Ten konkretny klient był jeszcze na etapie badania rynku. Na szczęście. Nie został jeszcze dotknięty konsekwencjami decyzji podjętych zbyt szybko, pod wpływem obietnic znalezionych w sieci. Bo niestety są też tacy, którzy dzwonią już po fakcie, w trakcie transakcji, w której czują się jak w pułapce.
Rynek nieruchomości i jego dramaty
Z opowieści naszych i nie naszych klientów oraz ich znajomych wyłaniają się znacznie poważniejsze scenariusze. Zakup kilku, a czasem nawet kilkunastu apartamentów w nowo powstających inwestycjach, na bardzo wczesnym etapie, gdy nie ma jeszcze nawet przysłowiowej „dziury w ziemi”. Towarzyszą temu obietnice szybkiej odsprzedaży, wysokiego zwrotu i elastyczności, która w praktyce okazuje się iluzją.
Kluczowe informacje wychodzą często dopiero po podpisaniu umowy zobowiązującej do zakupu, a co za tym idzie, po wpłacie znaczących kwot. I wtedy zaczynają się schody. Okazuje się, że odsprzedaż przed aktem notarialnym nie jest możliwa, cesja praw bywa wyraźnie wykluczona, a kupujący zobowiązany jest do kontynuowania transakcji aż do finalizacji u notariusza, często dopiero za dwa lata.
To są poważne zobowiązania, poważne pieniądze i bardzo realne konsekwencje, zupełnie nieobecne w instagramowej narracji skupionej na wizji, nie na warunkach.
Kiedy marketing wyprzedza kompetencje
Warto w tym miejscu spojrzeć szerzej na zjawisko instagramowej opowieści w branży nieruchomości. I nie, ten artykuł nie jest antyreklamą dla kolegów z branży. Decyzja o zmianie kraju, miasta czy rynku w odpowiedzi na nagły napływ klientów zainteresowanych zakupem nieruchomości w związku z obecną sytuacją geopolityczną, niewątpliwie wymaga odwagi i zasługuje na uznanie, o ile idzie w parze z realnym przygotowaniem do pracy na nowym rynku.
Problem zaczyna się wtedy, gdy marketing zaczyna wyprzedzać kompetencje, a szybki zysk staje się ważniejszy niż rzetelność, profesjonalizm, empatia i odpowiedzialność wobec klienta.
Ważne podsumowanie
Instagram przyjmie wszystko. Ekspertów od wszystkiego. Najlepszych agentów jednocześnie w kilku krajach. To się klika. To się ogląda. Ale skutki tej narracji bardzo często pojawiają się później i bywają kosztowne.
Być może to dobry moment, by zadać sobie pytanie: czy dobra inwestycja to szybka, zdalna decyzja oparta na atrakcyjnej reklamie przedstawionej przez samozwańczego „eksperta”, czy raczej strategiczny krok oparty na realnych fundamentach, budowanych latami?
Instagram sprzedaje wizję. Rynek nieruchomości sprzedaje rzeczywistość.
I oby ta różnica była jasna zanim, a nie dopiero po fakcie.