szukaj nieruchomości

Typ nieruchomości

Lokalizacja

Liczba sypialni

Cena od

Cena do

Kontakt Oferta
Strona główna

you can live
where the others
only dream about…

+34 699 15 88 77 +34 673 73 42 11
14/11/2018

Marbella - jak to się zaczęło

Marbella - jak to się zaczęło
Nigdy nie chciałam mieszkać w Marbelli. Nie taki był plan. Wyjeżdżając z mojego ukochanego Gdańska miałam w głowie i sercu Malagę.

To w nią zapatrzyłam się na tyle, żeby podjąć TĘ decyzję, wsiąść w wysłużoną dzielną Corsę z silnikiem 1,2 l i przejechać Europę w poszukiwaniu swojego nowego miejsca na Ziemi. To było w czerwcu 2007 roku. Od 11 lat mieszkam w Marbelli i jest to już moja Marbella. Ta słynna, oskarżana o snobizm i brak głębi przez jednych, a uwielbiana i wynoszona na piedestały przez innych. Moja Marbella mieści się gdzieś pomiędzy tymi skrajnymi obrazami. I o niej i jej początkach chcę Wam opowiedzieć.

Jak to się zaczęło

W 1946 roku, 7 lat po zakończeniu hiszpańskiej wojny domowej, Marbella była malowniczo położoną wioską z ok. 10.000 mieszkańców i interesującą historią. W centrum wioski stał sobie dumnie (i nadal stoi) stary arabski zamek z 9. wieku, a romańskie ruiny znajdowało się (i nadal znajduje) w wielu miejscach w okolicy wioski. Marbellę obejmowała ramionami charakterystyczna góra „La Concha”, która osłaniając wioskę od ostrych wiatrów, tworzyła jejniepowtarzalny mikroklimat. Czy muszę dodawać, że nadal to robi? W tamtym czasie większość mieszkańców Marbelli zajmowała się rolnictwem, a ziemie należały do pięciu zamożnych rodzin: Juan i Enrique Belon, Juan Lavigne i Juan Lima – wszyscy z Marbelli; Elvira Tallefer i jej mąż Salvador Guerrero – z Malagi (i tu ciekawostka: dzielnica Marbelli Elviria zawdzięcza swoją nazwę właśnie pani Tallefer) oraz Norberto Goizueta z Navarry (który z kolei założył Guadalminę).

Od rybackiej wioski do europejskiego kurortu


Wielkim fanem Marbelli był hiszpański arystokrata Ricardo Soriano Sholtz von Hermensdorff, markiz Ivanrey, który w 1943 roku kupił od swojego przyjaciela pana Goizueta „El Rodeito” – 22 hektarową nieruchomość, na której w następnych latach wybudował pierwszy w Marbelli hotel El Rodeo. W 1945 roku hotel zaczął przyjmować gości, zwykle byli to przyjaciele pana Soriano. W 1946 roku w jego progi zawitała kolejna, bardzo ważna dla historii Marbelli osoba: siostrzeniec Ricardo Sorriano, książę Alfonso de Hohenlohe. Przyjechał wtedy z ojcem, księciem Maximilianem Egonem von Hohenlohe-Langenburg i obaj panowie natychmiast ulegli czarowi Marbelli. Wrócili rok później, żeby kupić tu ziemię. Ich wybór padł na „Finca Santa Margarita”. Dom, który stał na tej ziemi przebudowali, zamieniając go w bar – restaurację i klub spotkań dla osób mieszkających w okolicy. Tak narodził się słynny i do dziś działający hotel Marbella Club. Ikona Marbelli, ikona stylu i przepiękne miejsce, które do dzisiaj działa jak magnes na gwiazdy, celebrytów i zamożnych turystów z całego świata.

Puerto Banus

Alfonso de Hohenlohe i jego rodzina mieli naturalnie bardzo szerokie kontakty towarzyskie, a ich znajomi bardzo szybko zdali sobie sprawę z uroku i wspaniałego klimatu Marbelli. To miejsce zaczęło przyciągać wielkie nazwiska, pojawiali się tu między innymi książę i księżna Windsoru, książę Monaco Rainer z żoną Grace Kelly, księżna von Bismark, Ava Gardner, Cary Grant, Laurence Olivier, Teddy Kennedy i wielu innych. Marbella stała się miejscem w Europie, o którym się mówiło i w którym należało bywać. W 1962 roku jeden z gości księcia Alfonso kupił sporą działkę przy plaży i zbudował na niej swoje marzenie: nowoczesną jak na tamte czasy i luksusową marinę. I tak powstało Puerto Banus, a gościem księcia i założycielem mariny był Jose Banus, do dzisiaj jedno z wielkich nazwisk Marbelli.

Międzynarodowy Hot-Spot


Ciekawe, że mimo tak szerokiego i wpływowego klubu fanów i rosnącej popularności, Marbella nie była w stanie zmienić swojego statusu ze „specjalnej wioski nad morzem” na międzynarodowy Hot-Spot. Nadal mieszkało tu na stałe zbyt mało ludzi, żeby znaczące sieci hotelowe czy sławne domy mody chciały otworzyć tutaj swoje hotele czy sklepy. Nadal sezon zaczynał się wiosną, a kończył jesienią i miasteczko „zasypiało” na zimę. Luksusowe marki, butiki, znane restauracje i hotele oraz firmy oferujące wszelkiego typu atrakcje potrzebowały minimum 150.000 stałych mieszkańców, żeby miasto mogło zapewnić im odpowiedni poziom biznesu. Tę magiczną liczbę Marbella osiągnęła dopiero około roku 1996. Dzisiaj jest nas tutaj już około 300.000 – zimą. Latem ta liczba się potraja i wtedy wszyscy z utęsknieniem czekamy na wrzesień ☺

Pies, który kocha Marbelle

Życie, od którego nie trzeba brać urlopu

Wrzesień to mój ulubiony miesiąc w Marbelli. Pogoda jest nadal przepiękna, tłumy turystów w większości już wyjechały i znowu można oddychać, moja ulubiona restauracja na plaży zawsze ma dla mnie wolny stolik, a wieczorny spacer z psem po plaży nie wywołuje już niezdrowych emocji wśród plażowiczów. (Latem wywołuje, bo plaże są pełne do zachodu słońca, a pies to całkiem sporych rozmiarów owczarek niemiecki). We wrześniu życie wraca do normy. Wracamy do normalnego trybu również w pracy. Nareszcie mieszkania i domy, które latem były bez przerwy wynajęte, są dostępne i można je pokazywać potencjalnym kupującym. Upały już nie męczą, więc klienci z przyjemnością wędrują z nami po różnych mieszkaniach lub / i domach, żeby w końcu zjeść zasłużony obiad w jakimś fajnym, zaproponowanym przez nas chiringuito (= rybna knajpka na plaży, wyposażona najczęściej w plastikowe stoły, papierowe obrusy oraz najlepsze świeże ryby i owoce morza w okolicy ☺). Często po szalonym tygodniu w pracy wystarczy w weekend usiąść w takim chiringuito, zjeść coś dobrego, popić pysznym hiszpańskim winem, a potem uciąć sobie zasłużoną siestę na plaży, żeby poczuć się jak na wakacjach. A najbardziej cieszy mnie, jak sobie uświadamiam, że to nie wakacje, tylko moje życie w Marbelli. Mojej Marbelli.